Biegający lekarz i jego ścięgno Achillesa (cz.1)

30 grudnia 2015      Piotr Fudalej

Dolegliwości związane z przeciążeniem ścięgna Achillesa są częstą przypadłością wśród biegaczy. Mimo że to niezwykle silne ścięgno, bardzo łatwo jest doprowadzić do jego przeciążenia. Osoba biegająca jest narażona prawie 15 razy bardziej na zerwanie ścięgna i jest aż o 30 razy bardziej podatna na urazy przeciążenia ścięgna niż ta, która spędza wolny czas przed telewizorem.

Ścięgno zawdzięcza swoją nazwę mitycznemu herosowi – Achillesowi. Zgodnie z mitem mama Achillesa, Tetyda, starając się zapewnić mu nieśmiertelność, zaraz po urodzeniu zanurzyła syna w Styksie.

W ten sposób uodporniła na ciosy i rany prawie całe jego ciało, a jedynym słabym punktem pozostała pięta, za którą trzymała niemowlę.

Jak dobrze wiemy, Achilles zginął w czasie bitwy o Troję postrzelony strzałą z łuku właśnie w piętę.

Śmiało można powiedzieć, że problemy ze ścięgnem Achillesa są typową „piętą Achillesa” początkującego biegacza (oczywiście kłopoty mogą dotknąć nawet tych doświadczonych). Ja sam padłem ofiarą tego kłopotu – to była moja pierwsza kontuzja.

Gdy zaczynałem biegać, miałem sporą nadwagę. Ścięgna mam silne, ale nikt (nawet ścięgno!) nie lubi pracować powyżej swoich sił. A ja sporo pracuję – jak chyba każdy lekarz. Czasu na treningi miałem więc zawsze o kilka minut mniej niż zaplanowałem. Stale ich brakowało, bo biegałem przed dyżurem albo między nimi. Czego jednego dnia nie zdążyłem przebiec, dokładałem na kolejny. W tym kolejnym dniu biegłem więc szybciej, mocniej, bo chciałem się wyrobić. Jak wyglądał mój trening? Miałem biegać – to biegałem. Nic więcej. Uważałem, że rozciąganie to strata czasu, potrzebują go jedynie profesjonaliści. Zresztą nawet gdybym chciał się porozciągać, to i tak czasu nie było. Wolałem poświęcić cenne minuty na bieganie, a nie na mocowanie się z drzewem w parku.

stopa

Skorzystajcie z mojego doświadczenia i nie popełniajcie błędów, które ja popełniłem.

Błędy typowe, objawy typowe – wtedy nie zdawałem sobie sprawy, jak dużą krzywdę mogłem sam sobie zrobić.

Pierwsze objawy pojawiły się po dłuższych wybieganiach. Początkowo był to tylko dyskomfort na początku biegu, który sam mijał po kilku kilometrach. Potem zaczęło boleć już tak na poważnie, nie tylko przed treningiem, ale szczególnie kilka godzin po nim. Biegałem dalej, bo miałem cel i nie zamierzałem rezygnować z marzeń tylko dlatego, że bolała mnie noga. Zapał był duży, chciałem robić postępy – najważniejsze to wytrwać w postanowieniu i dążyć do celu. Z treningu na trening było jednak coraz gorzej. Najbardziej bolało rano, zaraz po wstaniu z łóżka. Musiałem zacząć się leczyć. Diagnoza okazała się jasna i oczywista: przeciążenie ścięgna Achillesa lub inaczej zapalenie ścięgna Achillesa. Co robić?

Nie interesowały mnie rozwiązania typu „Jesteś za gruby, nie biegaj”. Zacząłem się interesować innymi opcjami, które nie wykluczały biegania. Jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, co robię źle. I jak dużo tego zła już zrobiłem.

W następnym wpisie ciąg dalszy – jak się leczyłem i dalej biegałem.